RSS
sobota, 07 stycznia 2012
Bulwar Zachodzącego Słońca (1950)

Są takie filmy, których nie wypada nie znać. Nie lubię zwrotu "nie wypada", dlatego zwykle na przekór ociągam się z oglądaniem tych filmów. Niepotrzebnie. "Bulwar Zachodzącego Słońca" trzeba znać, bo to klasa sama w sobie, film, który się nie starzeje, nie nudzi i nie rozczarowuje. Po prostu arcydzieło. 

p

"Bulwar Zachodzącego Słońca" Billy'ego Wildera to portret zapomnianej gwiazdy kina niemego, żyjącej w zaciszu swojej groteskowej willi, wyświetlając swoje stare filmy, otoczona przez swoje fotografie, marząc o powrocie. Ale toż romans i to właśnie miłość spaja ten film i utrzymuje przy życiu. Gloria Swanson błyszczy na ekranie jako gwiazda kina niemego, posługując się starym stylem grania, przerysowanym i niesamowicie teatralnym. William Holden z wielkim taktem partneruje jej jako wycofany dziennikarz. Ale rolą, która spaja film w jedną całość, która sprawia, że to szaleństwo trwa, że Norma żyje w świecie swoich fantazji, jest rola wiernego kamerdynera Normy, odegrana przez Ericha von Stroheim. Trójka bohaterów greckiej tragedii.

Film ukazuje symboliczne losy wielu gwiazd kina niemego. Ale nie tylko gwiazd kina niemego, ale także reżyserów z tamtego okresu. Wielki w swoim czasie Max von Mayerling, z reżysera staje się wiernym kamerdynerem Normy, kobiety, którą kiedyś reżyserował i z którą się ożenił. Przypomina to życie Erich von Stroheima, który po tym jak wyreżyserował mnóstwo niezapomnianych filmów, takich jak "Królowa Kelly" (1928), ze Swanson w roli głównej, by później zrobić tylko dwa filmy dźwiękowe i skończyć grając Nazistów w filmach innych reżyserów. 

 l

Swanson w swojej nominowanej do Oscara roli zbliża się do cienkiej granicy z groteską, z wielkim wyczuciem trzyma swoją postać na granicy szaleństwa przez większość filmu, bo pozwolić jej się rozsypać na koniec. Jest naturalna, przerażająca, ale także budząca współczucie. Zasłużenie uzyskała nominację do Oscara i Złoty Glob. 

"Bulwar Zachodzącego słońca" to jeden z najlepszych filmów zrobionych o kinie, ponieważ ukazuje je bez jakichkolwiek iluzji. W jednym z jego najważniejszych dialogów dziennikarz mówi do Normy: "Kiedyś byłaś wielka.". A ona odpowiada: "Ja jestem wielka. To kino zrobiło się małe." Film o przemijaniu pewnej epoki, o starości, zapomnieniu i utraconych złudzeniach. Kino, które mino upływu lat niezmiennie wbija w fotel.

o

Ciekawostka na koniec. Początkowo Billy Wilder chciał, aby to Pola Negri zagrała rolę Normy Desmond. Jednak podczas rozmowy telefonicznej Wilder przekonał się, że jej polski akcent, który spowodował zakończenie jej karier, był wciąż wyraźny, co było zbyt dużą przeszkodą dla tak trudnego filmu. 

21:23, ineska90
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2011
Mechaniczna pomarańcza (1971)

Był sobie chłopiec. Alex mu było na imię. Alex kochał muzykę Beethovena, mleko i pornografię. Nie przepadał za szkołą i najlepiej czuł się w towarzystwie swojej bandy, której ulubionym zajęciem było stosowanie "ultra-przemocy". Nocami pałętają się po mieście, atakując bezbonnych, gwałcąc, okradając i walcząc z innymi gangami. Aż pewnej nocy dochodzi do nieumyślnego morderstwa, w skutek czego zdradzony Alex trafia do więzienia. 

Zostaje skazany na 14 lat, jednak po dwóch latach odsiadki nadarza się okazja wzięcia udziału w priorytetowym programie resocjalizacyjnym. Tym samym Alex zostaje poddany praniu mózgu, tak daleko idącemu, że po zakończeniu kuracji główny bohater brzydzi się przemocą. 

l

Po wyjściu na wolność zmieniony Alex nie jest w stanie dostosować się do przepełnionych przemocą reguł życia w społeczeństwie. Rodzina się go wyrzeka, napada go zgraja bezdomnych pijaków, byli koledzy z gangu, a teraz policjanci podtapiają go w penym wody korycie. 

Reżyser zadaje pytanie, czy z życia człowieka można całkowicie wyrzucić przemoc, czy istnieje, a może raczej, czy może istnieć świat bez przemocy? Czy człowiek, całkowicie pozbawiony skłonności do przemocy jest w stanie przetrwać w  świecie przepełnionym przemocą? Okazuje się, że nie, człowiek, który pozbył się skłonności do przemocy staje się społecznym kaleką.

k

W tym kontekście warto odwołać się do tytułu - "Mechaniczna pomarańcza", którą z oryginału lepiej byłoby przetłumaczyć "nakręcana pomarańcza". Bohater filmu jest swego rodzaju nakręcaną pomarańczą, ale to nakręcenie pomarańczy ma jakikolwiek sens, czy wolę człowieka można "uformować" wedle swoje widzimisię? Zdaje się, że wszelkie odpowiedzi są negatywne. 

I na koniec mały smaczek. "Hier kommt Alex", utwór Die Toten Hosen inspirowany filmem Kubricka.

17:24, ineska90
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2011
Chico i Rita (2010)

Są filmy, których się nie ogląda, tylko słucha. "Chico i Rita" jest jednym z nich.

l

Fabuła jest dosyć prosta. Chico, utalentowany pianista zakochuje się w pięknej, obdarzonej niezwykłym głosem Rity. Ich wspólna historia zaczyna się na Kubie w 1948 roku, ale los rzuci kochanków do Nowego Jorku, Paryża, a nawet Hollywood.

l

Tłem tej historii, a tak naprawdę jej istotą jest cudowna muzyka  - jazz, cubop, mambo, samba. To ona nadadzą rytm gorącemu uczuciu. Miłość jest piosenką, której nigdy nie zapomnisz... 

18:37, ineska90
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 listopada 2011
Attenberg (2011)

Przykro mi, że nie napiszę nic własnego, ale po przeczytaniu tej recenzji nie jestem w stanie napisać nic co nie byłoby odtwórcze. Tak czy inaczej, miłego czytania.

Janusz Wróblewski

Grecja błyszczy w kinie

Najbardziej dziwaczny film, jaki wyprodukowano w ostatnich latach (nie licząc „Inland Empire” Lyncha, z którym nic go nie łączy).
pp

Kraj przeżywa zapaść, tymczasem kino w Grecji rozkwita. Dowodem „Attenberg” Athiny Rachel Tsangari – bodaj najbardziej dziwaczny film, jaki wyprodukowano w ostatnich latach (nie licząc „Inland Empire” Lyncha, z którym nic go nie łączy). Brzydkie, industrialne, wyludnione pejzaże słonecznego południa pełnią tu funkcję metafory minionego wieku – tego „toksycznego odpadu modernizmu”, jak podsumowuje żegnający się ze światem, umierający na raka architekt. Jego 23-letnia córka (pracująca jako kierowca w fabryce) wie, że religia to oszustwo, i podziela wiarę ojca, że po śmierci czeka go „olbrzymia ciepła cipa, która go wessie”. Woli więc uczyć się człowieczeństwa od goryli sfilmowanych przez sir Davida Attenborougha w słynnej serii przyrodniczych dokumentów oraz od Monty Pythona. Tam przynajmniej odnajduje jakieś spontaniczne odruchy, których w obojętnej mechanicznej rzeczywistości brakuje.

k

Historia jej erotycznego wtajemniczenia jest kolejnym surrealistycznym popisem wyobraźni reżyserki, która przedstawia seks jako szalenie nudne, obrzydliwe i niebudzące pożądania zjawisko. Mężczyzna i kobieta to jakby dwie obce planety przyciągające się bardziej siłą grawitacji niż emocji. W kolejnej groteskowej scenie – godnej Buńuela albo Jarmuscha – ojciec z pietyzmem przekazuje kilka pamiątkowych przedmiotów, które córka ma zachować po jego odejściu. To bezużyteczny kątomierz oraz nowiutka szczotka zmiotka.

l

Tym, co wprawia w osłupienie jeszcze bardziej, jest forma „Attenberg”, wcale nieprzypominająca czarnej komedii. To beznamiętny hiperrealistyczny quasi-dokument. Aktorzy wygłaszają swoje kwestie „na zimno”, jak manekiny, bez grania czegokolwiek. Od czasu Antonioniego nie było chyba w kinie europejskim tak odważnego eksperymentu, starającego się dosadniej wyrazić poczucie alienacji.

18:23, ineska90
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2011
Młyn i krzyż (2011)

o

Uwielbiam muzea. Przede wszystkim dlatego, że są domami obrazów. Każdy obraz jest natomiast zagadką, nowym światem pełnym własnych tajemnic. Gdybym tylko mogła przenieść się do tego świata... 

l

"Młyn i krzyż" jest filmem niezwykłym, bo dosłownie zabiera nas do wnętrza obrazu, a dokładnie "Drogi Krzyżowej" Bruegla. To jedna z najwspanialszych podróży jakie w życiu przeżyłam. Polecam gorąco. 

ll

To miłe przeczytać pochlebną recenzję na temat poniekąd polskiego filmu na blogu najsłynniejszego krytyka filmowego świata.

http://rogerebert.suntimes.com/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111019/REVIEWS/111019983

18:11, ineska90
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 listopada 2011
Pozytywka (1989)

1990 - Złoty Niedźwiedź na Festiwalu w Berlinie

1990 - Nominacja do Oscara dla Najlepszej Aktorki Pierwszoplanowej - Jessica Lange

1990 - Nominacja do Złotego Globu dla Najlepszej Aktorki Pierwszoplanowej - Jessica Lange

Ostatnimi czasy dosyć często polecam filmy Costy-Gavrasa. Nie, nie płacą mi za to. Po prostu uważam, że warto. 

o 

Wspomniana przeze mnie Jessica Lange, której nomen omen nie widziałam wczesniej w żadnym filmie, a została nagrodzona dwoma Oscarami, teraz już wiem, że muszę to niedopatrzenie naprawić. Jessica Lange gra chicagowską prawniczkę, której ojciec, węgierski imigrant po przeżyciu ponad trzydziestu lat w Stanach, zostaje przez tutejszy rząd oskarżony o obycie zbrodniarzem nazistowskim. Córka, oczywiście zgadza się zostać obrońcą ojca, co więcej, jest święcie przekonana o jego niewinności.

o

"Pozytywka" to wydawać się może kolejny film o polowaniu na nazistów. A jednak reżyser nas zaskakuje przenosząc ciężar filmu na postać kobiety, która musi się zmierzyć z przeszłością swojego ojca i zmienić całe swoje życie w efekcie. To doskonały zabieg, kiedy obserwujemy walkę kobiety i jej zmagania z prawdą, a jednak w filmie zabrakło wyjaśnienia motywacji ojca, który został lekko wycofany poza główną akcję. 

o

To rola Jessici Lange ciągnie ze sobą ten film, to ją reżyser obarczył mrowiem emocjonalnych scen i to ona uniosła na swoich barkach cały film. Może nie jest to najlepszy film na świecie, czy nawet w karierze Costy-Gavrasa, a mimo to warto go obejrzeć, bo jest to niesamowity popis talentu Jessici Lange. Dodatkowym smaczkiem jest polski akcent, czyli epizodyczny występ Elżbiety Czyżewskiej, która gra jednego ze świadków w procesie. 

19:51, ineska90
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 października 2011
Jej droga (2010)

Kobieta i mężczyzna. Bohaterowie jakich wiele. Ona jest stewardessą, on pracuje jako dyspozytor lotów. Są zakochani, starają się o dziecko, które jest ich wspólnym marzeniem. Niestety Luna nie może zajść w ciążę. Amar zostaje zwolniony z pracy za nadużywanie alkoholu. Starają się sobie razem poradzić z problemami, kiedy na drodze Amara staje kolega z wojska, który jak się okazuje przeszedł na wahabizm - radykalną odmianę islamu. Mężczyzna zaczyna dostrzegać utracony sens życia w religii, przestaje pić, palić, zaczyna się regularnie modlić. Także od Luny zaczyna wymagać diametralnej zmiany swojego życia i przystosowania się do nowych reguł. 

p

Doskonałym zabiegiem reżyserskim było przeniesienie ciężaru akcji na bohaterkę, pozostawienie jej w ekstremalnej sytuacji. Bo oto kobieta staje przed wyborem - zrezygnować z siebie dla mężczyzny, czy zrezygnować z miłości. Po raz kolejny (po "Grbavicy") Jasmila Zbanić portretuje skomplikowane relacje międzyludzkie na tle trudnej historii państw byłej Jugosławii. Poszukiwanie sensu życia w religii, czy wzrastająca rola prawicowych partii po latach dominacji związanych z ateizmem partii socjalistycznych, nie jest tendencją typowa jedynie dla Bałkanów. Opowieść Zbanić stanie się uniwersalna, kiedy rozważymy wagę poświęcenia i wyrzeczenia, które rozważa główna bohaterka.

o

Film nie jest może równie wybitny, jak debiutancka, nagrodzona Złotym Niedźwiedziem na Berlinale - "Grbavica", a jednak reżyserka nie uległa klątwie drugiego filmu. Dodatkowym atutem jest wciągający scenariusz i doskonała gra aktorska Zrinki Cvitesić, odtwórczyni głównej roli (nominacja do Europejskiej Nagrody Filmowej). 

A tak na marginesie polecam gorąco wyżej wspomnianą "Grbavicę", bo jest to moim zdaniem jeden z najlepszych europejskich filmów ostatnich lat. 

20:58, ineska90
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 października 2011
Drive (2011)

Rzadko wklejam recenzję autorstwa kogoś innego niż ja, ale dziś zrobię wyjątek, po prostu w 100% się zgadzam.

http://film.blog.polityka.pl/2011/09/20/drive-1010/

Drive [10/10]

l

Miłość to bilet w jedną stronę. Wystarczy jedno spojrzenie, jedno szybsze uderzenie serca i powrotu nie będzie. Bo do czego niby wracać? Niewzruszony, stoicki bohater „Drive” długo tę świadomość odrzuca, ale my – nauczeni (także filmowym!) doświadczeniem – już wiemy. Nieważne, że w otwierającej film scenie poznajemy go jako chłodnego, niepopełniającego błędów profesjonalistę. Przed prawdziwym uczuciem nie ma ucieczki – skruszy każdy pancerz, odnajdzie w nim lukę, której nikt inny nie był w stanie.

Dla bohatera takiego jak ten – bez przeszłości i tożsamości, bez wewnętrznego konfliktu i czegokolwiek do stracenia – jest to punkt krytyczny. Być albo nie być, żyć albo umrzeć.

k

(...) Stylizacja gatunkowa jest tu bardzo subtelna – bo choć karoseria „Drive” wygrzebana została gdzieś na zgliszczach zapomnianego kanonu kina gangsterskiego sprzed czterdziestu lat („Kierowca” Hilla, wczesny Mann, „Francuski łącznik”), Refn nie pozwala, by stylizowana czcionka w napisach początkowych czy pieczołowicie dobrany electro-pop choć na chwilę wpadły w pastiszową nutę. Klasyce hołduje na swój sposób – choćby zatrudniając do każdej z ról pełnokrwistych aktorów i zupełnie rezygnując z CGI w scenach samochodowych.

„Drive” to film wybitnie świadomy swej materii, ale też w najmniejszym stopniu jej nie nadużywający. (...) Upatrzone przez siebie wzorce obrysowuje nienachalną, a jednak bardzo wyraźną linią. I, co najważniejsze, jest w stosunku do nich polemiczny. Ot, przykładowo korzystając z wachlarza archetypowych, mocno opatrzonych postaci, Duńczyk odpowiednio je przewartościowuje. Melancholijnego i samotnego antybohatera udaje mu się przyłapać na oglądaniu kreskówek, by chwilę później bez zbędnych upiększeń pokazać, jak w dzikiej furii miażdży komuś czaszkę. Uruchamiająca łańcuch nieodwracalnych zdarzeń femme fatale jest jednocześnie niewinną dziewczyną z sąsiedztwa. Przegrany mentor ma swą godność, a największy arcyłotr jest impulsywnym, socjopatycznym tchórzem.

k

Podobnie przesuniętych akcentów jest w filmie całe mnóstwo. Przemoc, nawet najbardziej prymitywna, potrafi tu być hipnotyzująco piękna, zaś narracyjny front zmienia się co sekundę. No i ten bohater! Człowiek znikąd, a jednak skądś na pewno. Kierowca. Kochanek. Zabójca. Postać grana przez Ryana Goslinga jest otwartą księgą, z której siłą wydarto kilka pierwszych rozdziałów – wiemy o nim wszystko, a jednak nie wiemy niczego. Film może dzięki temu podryfować w dowolnym, upatrzonym przez siebie kierunku.

Ciekawe to o tyle, że całość składa się z elementów, z których powstać może w zasadzie jedna tylko konstrukcja. Doskonale ją znamy, sto razy widzieliśmy, a jednak w takim stanie – doprowadzona do reżyserskiego absolutu – staje się zupełnie nową jakością. Przygarnięty z Danii Refn, wizjoner, autor ośmiu znakomitych, a jednak nieznanych szerokiej publiczności filmów, dopiął swego – nie wynajdując hollywoodzkiego kina na nowo, pokazał czym ono wciąż jeszcze może być.

l

Rola Ryana Goslinga jest przełomowa, w jego karierze i wśród aktorów nowego pokolenia, Carey Mullighan nie ustępuje mu w niczym. Dodatkowym atutem jest fakt, że film to niesamowita układanka pełna niedomówień i znaków zapytania. Doskonale zmontowana i ubarwiona genialną ścieżką dźwiękową. "Drive" to według mnie jedna z najważniejszych pozycji sezonu i mam nadzieję oscarowy pewnik. (poniżej fragment ścieżki dźwiękowej z filmu). 

19:22, ineska90
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 października 2011
Costa Gavras

Nie mam czasu. Czas mi ucieka, wyprzedza mnie, a ja zostaję daleko w tyle. Ale chcę, żebyście (jesli oczywiście ktoś mnie czyta) poznali jednego z moich ulubionych reżyserów. Costa-Gavras. I jego pozycja obowiązkowo Złota Palma z 1982 roku za "Zaginionego". Zróbcie mi przyjemność i obejrzyjcie. 

costa-gavras

21:07, ineska90
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 października 2011
Melancholia (2011)

Po prowokacyjnym „Antychryście” Lars von Trier nakręcił film katastroficzny, w którym po raz kolejny przeciwstawia życie rodzinne, bolesne i skomplikowane, nadciągającej zewnętrznej sile, której nikt z bohaterów nie jest w stanie się przeciwstawić. I tak oto akcja rozpoczyna się weselem, para młoda (rewelacyjna Kirsten Dunst i zagubiony Aleksandre Skarsgard) jest trochę jak w „Dniu weselnym” Altmana, nic nie dzieje się według planu. Siostra panny młodej (Charlotte Gainsbourg)i jej mąż (Kiefer Sutherland) starają się opanować sytuację, bezskutecznie. Matka (Charlotte Rampling) z premedytacją psuje wesele, ojciec (John Hurt) robi z siebie pośmiewisko, a do Ziemi zbliża się planeta – Melancholia grożąc końcem świata.

l

Dla mnie w tym filmie nie jest najważniejszy koniec świata. A to jak doskonale sportretowana jest w nim depresja. Zapadanie się człowieka w Melancholii, odcinanie się od innych, a przed wszystkim niemoc i frustracja osób z otoczenia chorego. Kirsten Dunst pokazała w tym filmie cały swój talent, o który mówiąc szczerze wcale jej nie podejrzewałam, z niezwykłym wyczuciem oddaje uczucia głównej bohaterki, jej zagubienie i wyobcowanie, a przede wszystkim obojętność, w której ona się zapada jak w czarnej dziurze, która jest dla niej schronieniem.

o

Aktorka wyśmienicie gra udawaną radość i jednocześnie pozwala, by z jej ust nie schodził szczery smutek. Justine, właśnie ona, a nie jej zaradna siostra odnajduje się w obliczu katastrofy i wbrew wszystkiemu to on zachowuje zdrowy rozsądek i opanowanie. Von Trier funduje nam doskonałe obserwacje ludzkich zachowań w obliczu dramatów małych i dużych, a także ukazuje jak delikatną strukturą jest ludzka psychika.

17:42, ineska90
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12